Skąd pochodzi SM58?
Skrót "SM" w nazwie mikrofonu oznacza "Studio Microphone". Na początku lat
sześćdziesiątych Shure, znany już w branży nagłośnieniowej, chciał wejść na rynek radia
i telewizji. Efektem tych prac była seria SM - mikrofony zaprojektowane z myślą o
studyjnym zastosowaniu, z matowym, ciemnoszarym wykończeniem i bez przełącznika
on/off.
SM57 trafił na rynek w 1965 roku, SM58 rok później. Obydwa opierały się na kapsule
Unidyne III - konstrukcji opracowanej przez inżyniera Erniego Seelera pod koniec lat
pięćdziesiątych. Różnica między nimi sprowadza się w zasadzie do jednej rzeczy: SM58
dostał kulkową siateczkę, która przy okazji pełni rolę skutecznego filtra pop. SM57
zachował mniejszą, płaską osłonę - bardziej praktyczną przy mikrofonowaniu
instrumentów.
Co ciekawe, podstawy akustyczne obu mikrofonów sięgają jeszcze głębiej - do modelu
Unidyne 55 z 1939 roku i rewolucyjnej sieci Uniphase, którą inżynier Ben Bauer zaczął
opracowywać w 1937 roku. SM58 to w pewnym sensie produkt dziewięćdziesięciu lat
ewolucji jednej, bardzo dobrej idei.
Mikrofon, który o mało nie zniknął.
Niewielu wie, że SM58 o mało nie podzielił losu wielu innych "rewolucyjnych" produktów,
które nigdy nie trafiły do szerokiej świadomości. W 1970 roku, zaledwie cztery lata po
premierze, sprzedaż była na tyle słaba, że Shure poważnie rozważał wycofanie go z
rynku - razem z SM57.
Rynek radiowy i telewizyjny był mocno zdominowany przez jednego konkurenta i stacje
po prostu nie były zainteresowane zmianą. Jako ostatnia szansa, krajowy menedżer
sprzedaży Shure zaproponował coś nieoczekiwanego: wprowadzić oba mikrofony do
środowiska realizatorów dźwięku w Las Vegas.
Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Realizatorzy pokochali SM58. Artyści zaczęli go
adoptować. A reszta - jak to się mówi - jest historią.
Człowiek, który nie lubił rocka.
Ernie Seeler, inżynier odpowiedzialny za opracowanie kapsuły Unidyne III - serca SM58
- był człowiekiem spokojnym, ceniącym muzykę klasyczną. Kiedy zobaczył, jak jego
mikrofon zdobywa sceny rockowe, przyciągając uwagę takich artystów jak The Who czy
The Rolling Stones, podobno był szczerze zaskoczony.
"Kocham muzykę klasyczną, ale rocka nie traktuję zbyt poważnie" - miał powiedzieć.
Historia lubi taką ironię: człowiek, który nie przepadał za rockiem, stworzył mikrofon,
który ten gatunek definiował przez dekady.
Co sprawia, że SM58 jest niezniszczalny?
Seeler testował swoje konstrukcje od samego początku metodami, które dziś mogłyby
uchodzić za barbarzyńskie: upuszczał je, gotował, zamrażał, zanurzał w wodzie.
Standard jakości, który przy tym wypracował, przetrwał w Shure do dziś - oparty
częściowo na wojskowych normach z czasów, gdy firma dostarczała sprzęt dla armii USA
podczas II wojny światowej.
W laboratorium jakości Shure każdy model przechodzi regularne audyty. Mikrofony są
upuszczane z określonych wysokości pod różnymi kątami, wystawiane na działanie mgły
solnej, cyklicznie narażane na ekstremalne temperatury - najpierw mroźne, potem gorące
- i za każdym razem sprawdzane pod kątem parametrów akustycznych. Od premiery
SM58 przeszedł 19 znaczących ulepszeń, a każde z nich wymagało ponownego
przejścia przez cały ten protokół.
Historie z trasy.
Żadne laboratorium nie zastąpi jednak prawdziwego życia. A życie SM58 dostarczyło
historii, które trudno byłoby wymyślić.
1.
W 2008 roku chicagowski zespół Kill Hannah jechał trasą po Europie. Gdy autobus stanął
w płomieniach w Szwajcarskich Alpach, ogień strawił praktycznie wszystko na pokładzie
- ubrania, telefony, sprzęt. Kiedy przyjechała pomoc i dało się podejść do wraku,
znaleziono SM58. Osmolony, przybrudzony dymem - ale sprawny.
W 2005 roku Doug Ryan jechał do domu w Nowej Fundlandii, gdy w środku drogi
zauważył coś, co wyglądało jak mikrofon. Zatrzymał się. Podniósł. Przyniósł do domu i
nagrał nim wokal. Mikrofon działał bez zarzutu. Ile razy przejechały po nim samochody -
nie wiadomo.
2.
Dwóch redaktorów szwedzkiego magazynu Studio postanowiło w 2007 roku sprawdzić,
ile SM58 wytrzyma. Użyli go jako młotka do wbijania gwoździ, włożyli na dobę do
zamrażarki, podgrzewali w kuchence mikrofalowej przez 20 sekund i przejechali po nim
samochodem. Potem zakopali go w ziemi w Sztokholmie. Wykopali rok później. Działał.
Muzyk z Nashville kupił używany SM58 w 2004 roku. Trzy lata później kierowca autokaru
przejechał po jego torbie - raz, a potem drugi raz, żeby się ustawić. Wszystko w torbie
zostało zniszczone. SM58 miał pęknięty korpus, więc muzyk owinął go taśmą. Używał go
w tej formie przez kolejne trzy lata.
SM58 dziś.
Sześćdziesiąt lat po premierze SM58 wciąż jest pierwszym wyborem wokalistów na
całym świecie. Używali go Roger Daltrey, Paul McCartney, Alice Cooper, Patti Smith i
dosłownie setki innych artystów. Kapsułą SM58 można wyposażyć każdy z jedenastu
systemów bezprzewodowych Shure - bo popyt na nią jest na tyle duży, że producent po
prostu nie mógł sobie pozwolić na jej brak.
SM58 był w kosmosie.
W 2011 roku podczas wywiadu dla New York Times unosił się w
stanie nieważkości na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, używany przez sześciu
astronautów. Brzmiał świetnie.
Trudno o lepsze podsumowanie niż to, które napisał kiedyś Shure: dla wielu muzyków
SM58 to jedyny mikrofon, jakiego potrzebują przez całą karierę. W miejscach, gdzie
powstaje muzyka i gdzie jest ona wzmacniana, SM58 był "tym, przez który się śpiewa"
od niemal tak dawna, jak sięga pamięć.
Jeśli jeszcze go nie masz - maj jest dobrym momentem, żeby to zmienić.
Tym bardziej, że mamy dla Was promocję. Do każdego SM58 dodajemy wysokiej jakości kabel XLR Roland.
Zamówienie złożysz pod tym linkiem ...
Zapraszamy - promocja rusza 8 maja!